Artykuł sponsorowany
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułu i osobiste poglądy autora.
W warunkach rosnącej konkurencji, zmiennych warunków rynkowych oraz ograniczonych zasobów finansowych przedsiębiorcy często szukają elastycznych rozwiązań dla zarządzania płynnością. Jednym z takich narzędzi – choć wciąż stosunkowo rzadziej wykorzystywanym i często niezrozumianym – jest faktoring odwrotny. Niestety wokół tej usługi narosło wiele mitów i nieporozumień, które skutecznie odstraszają potencjalnych użytkowników.
W tym artykule przeanalizujemy najczęściej spotykane mity dotyczące faktoringu odwrotnego, pokażemy, dlaczego nie mają one oparcia w rzeczywistości lub są mocno zniekształcone, i przedstawimy argumenty, dla których warto rozważyć to narzędzie. Ponadto omówimy specyfikę usługi w kontekście branż takich jak transport i logistyka, gdzie popularny jest faktoring TSL.
Zanim obalimy mity, warto uchwycić, co faktycznie kryje się pod pojęciem faktoring odwrotny (inaczej: faktoring zakupowy, dłużny, zobowiązaniowy). Zrozumienie mechanizmu pozwala lepiej ocenić, które obawy są zasadne, a które wynikają z braku wiedzy czy błędnych założeń.
W klasycznym (tradycyjnym) faktoringu przedsiębiorca – sprzedawca (faktorant) – sprzedaje swoje należności wynikające z faktur wystawionych klientom do firmy faktoringowej (faktora). W zamian otrzymuje wcześniej środki, a faktor przejmuje prawo do windykacji lub do ściągania od klienta.
Natomiast w przypadku odwrotnego faktoringu to przedsiębiorstwo, będące nabywcą towarów lub usług, inicjuje współpracę z faktorem. W praktyce wygląda to tak: dostawcy wystawiają faktury, a firma korzystająca z faktoringu odwrotnego przekazuje je (lub zgłasza) do faktora. Firma faktoringowa płaci natychmiast dostawcy (lub w krótkim terminie), natomiast przedsiębiorstwo spłaca faktorowi w ustalonym terminie (np. 30, 60, 90 dni).
Dzięki temu przedsiębiorca zyskuje wydłużony termin płatności (niższe obciążenie bieżącej gotówki), a dostawca otrzymuje pieniądze wcześniej. To rozwiązanie bywa nazywane także faktoringiem zakupowym lub zobowiązaniowym.
Warto też zauważyć, że faktoring odwrotny staje się elementem strategii zarządzania łańcuchem dostaw: dzięki niemu struktury dostawców stają się bardziej stabilne, a ryzyko zaburzeń w dostawach maleje.
Być może najczęstszy i – paradoksalnie – najbardziej szkodliwy mit dotyczy mylnego utożsamienia faktoringu odwrotnego z kredytem lub pożyczką. Sprawdźmy, dlaczego to uproszczenie jest fałszywe lub przynajmniej nieadekwatne.
Analiza mitu
Twierdzenie: Faktoring odwrotny to z gruntu kredyt lub pożyczka – przedsiębiorstwo bierze środki na czas określony i zobowiązuje się je oddać, więc to klasyczne zadłużenie.
Dlaczego to nieścisłość:
Dlaczego warto to obalić
Jeśli przedsiębiorcy wierzą, że faktoring odwrotny to równoważnik kredytu, wielu z nich zrezygnuje z tej opcji z obawy o zadłużenie, utratę zdolności kredytowej czy komplikacje księgowe. Pokazanie, że to nie to samo, otwiera drogę do bardziej świadomego wyboru.
Kolejny mit dotyczy tego, że faktoring odwrotny rzekomo nie da się zastosować, jeśli dostawca nie wyrazi zgody lub nie zaakceptuje procesu cesji wierzytelności.
Analiza mitu
Twierdzenie: Bez akceptacji dostawcy faktoring odwrotny się nie powiedzie – dostawca nie zgodzi się na nowego wierzyciela.
Rzeczywistość:
Dlaczego warto to obalić
Jeśli przedsiębiorca sądzi, że „jeden oporny dostawca” zablokuje całą operację, zniechęci się już na wejściu. Pokazanie, że uzyskanie zgody dostawcy nie jest barierą nie do przebycia – lub że można to zaplanować wcześniej – zwiększa realne szanse wdrożenia.
Często słyszy się, że odwrotny faktoring jest narzędziem zarezerwowanym wyłącznie dla dużych korporacji z potężnym zapleczem finansowym. Sprawdźmy, czy to przekonanie jest uzasadnione.
Analiza mitu
Twierdzenie: Faktoring odwrotny jest dostępny jedynie dla firm z dużym obrotem, które mają silną pozycję rynkową i dobre ratingi.
Rzeczywistość:
Dlaczego warto to obalić
Potencjalny klient, który myśli „my jesteśmy za mali na faktoring odwrotny”, z góry odrzuca tę opcję. Uświadomienie, że wiele firm – także w segmencie MŚP – już korzysta z tej usługi, otwiera drogę do realnej analizy opłacalności.
Kolejny powszechny mit głosi, że faktoring odwrotny to luksus: opłaty, prowizje, odsetki – to wszystko spowoduje, że koszt użycia tej usługi przewyższy korzyści. Zbadamy, czy to przekonanie ma racjonalne podstawy.
Analiza mitu
Twierdzenie: Faktoring odwrotny zawsze będzie kosztownym instrumentem, przewyższającym korzyści z płynności.
Rzeczywistość:
Dlaczego warto to obalić
Jeśli ktoś uważa, że koszty przewyższą korzyści, nawet nie przeprowadzi symulacji. Pokazanie, że w wielu scenariuszach opłacalność istnieje – i że można dobrać parametry – sprawia, że decyzja staje się możliwa do podjęcia w oparciu o dane, nie strach.
Rekomendacje – jak podejść do wdrożenia faktoringu odwrotnego
Po omówieniu mitów warto pokazać praktyczne kroki, które pomogą uniknąć błędów we wdrożeniu usługi, zwiększą szansę powodzenia oraz pozwolą zmaksymalizować korzyści.
1. Audyt wewnętrzny
2. Wybór odpowiedniego faktora i oferta
3. Negocjacja z dostawcami
4. Integracja z systemem finansowo-księgowym
5. Monitorowanie i optymalizacja
Faktoring odwrotny to narzędzie o rosnącym znaczeniu w zarządzaniu płynnością przedsiębiorstw – zwłaszcza tych, które muszą równocześnie opłacać zakupy i utrzymywać stabilność finansową. Wokół tej usługi narosło wiele mitów: że to kredyt, że to raczej dla dużych firm, że koszty będą nieakceptowalne.
Tymczasem:
Jeśli Twój biznes działa w branżach zakupowych, handlowych czy transportowych – warto rozważyć to narzędzie jako jeden z elementów strategii finansowej, nie jako rezerwę awaryjną, ale jako część cyklicznego zarządzania zobowiązaniami i gotówką.
Chcesz skorzystać z tego narzędzia finansowego? Sprawdź ofertę eFaktor.